Mirabilis!

Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Aktualności:

         

~ZAPISY~
~REGULAMIN~
~WPROWADZENIE~
~DLA POCZĄTKUJĄCYCH~


Jeśli rejestrujesz się tu tylko po to, żeby nam umilić życie Twoim banem, nie rób nam tej przyjemności i się odwal C:

   



Wyślij odpowiedź

Uwaga - podczas czytania wysłano nową odpowiedź, może chcesz przejrzeć swoją wiadomość?
Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.
Nazwa:
Email:
Temat:
Ikona wiadomości:

Weryfikacja:
Wpisz litery widoczne na obrazku
Posłuchaj liter / Prośba o inny obrazek

Wpisz litery widoczne na obrazku:
Która z pór roku jest najcieplejsza?:

Skróty: naciśnij alt+s aby wysłać wiadomość, alt+p aby ją podejrzeć


Podgląd wątku

Wysłany przez: seqoxovcuo
« dnia: Marzec 09, 2023, 16:57:14 »

Eratqe Isezumet jap.ngyl.watahapierwotnych.darmowefora.pl.lky.jm http://slkjfdf.net/
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 17, 2017, 22:41:15 »

Wilczyca nieco się już rozluźniła. Odetchnęła głęboko, rozkoszowała się wonią łąki.
-Zamierzam się rozkoszować łąką i zapachem kwiatów. Chciałam się tutaj zrelaksować.- powiedziała nie patrząc już na wilka. Na łące zawsze dobrze się czuła mimo obecności innych wilków. Zauważyła nawet że obecność Garetha jej przestała przeszkadzać.
Uśmiechnęła się pod nosem słysząc " biała kulko". Ostatni raz ktoś tak do niej mówił w jej rodzinnych stronach. Naszły ją miłe wspomnienia szczenięcych lat.
Przeciągnęła się leniwie i ułożyła wygodnie.
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 17, 2017, 21:55:45 »

- Za to ty, Niña, nie masz go wcale. - Gareth przewrócił oczami i usiadł już jak normalny, cywilizowany wilk, lekko tylko machając ogonem, jakby od niechcenia, zaś lewą tylną łapą drapiąc się za uchem. Następnie oparł się nonszalancko chudym grzbietem o jakiś spory głaz, leżący wśród traw, a spojrzenie ognistych oczu skierował na białą.
- No i co teraz poczniesz, mała zębata biała kulko? - zapytał przymilnym tonem, jednocześnie mrugając do Nany bezczelnie, a koniec jego ogona wił się w trawie jak wąż.
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 20:02:39 »

-Nie widzę w tym nic śmiesznego...- powiedziała cicho.
Dobry z niego manipulator. Następnym razem będzie na niego uważała.  Poczuła się lekko urażona faktem że Gareth bawił się nią jak małym dzieckiem. Stała jeszcze przez chwilę i patrzyła się na niego z małą pogardą.
-Masz dziwne poczucie humoru.- dodała siadając i przypatrując się wciąż uśmianego od ucha do ucha wilkowi.
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 19:48:44 »

No i doczekał się. Albo raczej doigrał. Pnącza Nanowe oplotły go na tyle mocno, że jak nic zostawiły na skórze siniaki, niewidoczne jednak gołym okiem przez futro. Gari był jednak pewny, że trzasnęło mu kilka żeber, zaś nadwyrężone przednie łapy piekły i dość mocno w sumie bolały. Tylko ogon nie ucierpiał, nie za bardzo miał jak. Dźwignął się na łapy, natychmiast stając całkowicie wyprostowany. W ten sposób przewyższał Nanę o głowę, a może i nawet więcej. Na jego pysku znów pojawił się szeroki uśmiech, powiększony jeszcze o pęknięcia prowadzące w pobliże uszu, tym samym zastępując wyraz chwilowego całkowitego zaskoczenia. Oczy Garetha rozjarzyły się tak, że teraz świeciły niby latarki, również czerwone znaki pod nimi się rozjątrzyły.
- Oj, niña, nagrabiłaś sobie... - powiedział takim głosem, że nawet wszystkie ptaki w okolicy ucichły, a trawa wokół niego momentalnie zdechła i zamarzła. Trwało to wszystko dobre kilka minut, podczas których powietrze stawało się coraz zimniejsze i zimniejsze, choć drgało jakby się miało zapalić.
A potem wszystko zniknęło. Przez chwilę nic się nie działo, tylko Gareth leżał już na ziemi, zwijając się ze śmiechu, a jego ogon latał we wszystkie strony.
- Żałuj, że nie widziałaś swojej miny, niña! - zachichotał głosem iście Jokerowym, nawet jego czerwone świecące oczy śmiały się, choć jeszcze kilka sekund wcześniej mogłyby zamienić w kupkę popiołu. Gari, niezwykle rad, że prawdopodobnie udało mu się nastraszyć Nanę, szczególnie iż przed swoim przedstawieniem wyczuł u niej niepewność i może nawet lekki strach przed nim, usiadł powoli, wciąż zanosząc się cichym śmiechem. Ogonem zamaszyście owinął się wokół swojego ciała, choć jego popękane żebra zaprotestowały bólem przeciwko takiemu traktowaniu. Gari zdawał się nie zauważać tego, że nie wyszedł z tego cało. Miał co chciał, i nie zamierzał narzekać.
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 19:31:40 »

Lekko przestraszona zesztywniała. Właśnie jakiś sobie basior nad nią stoi pyskiem obok pyska.
Biedna wadera czując się kompletnie przyparta do ziemi, na zmianę przemieniając się to w mgłę to skrywając w cieniu wyślizgnęła się spod o wiele większego basiora. Może i na tym by się skończyło ale wilczyca przez chwilę poczuła się zagrożona.
Oplotła wcale nie mocno przednie łapy, końcówkę ogona i żebra basiora. Mimo że uścisk nie był mocny pnącza dość ciasno oplecione usztywniały i przygwożdżały do ziemi. Mogły nawet sprawiać ból.
-Prosiłam abyś mnie nie ruszał.- syknęła. Pnącza które wcześniej były ciasno oplecione wokół wilczego ciała po prostu nagle zniknęły.
Stała teraz naprzeciw o wiele większego wilka. Zaczęła się zastanawiać czy ta mała iluzja nie była błędem za który może zaraz słono zapłacić.   
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 19:06:24 »

Gareth skręcił się jak kobra i sekundę później już siedział przodem do Nany, a dokładniej pyskiem skierowany ku jej boku, otwarty na oścież pysk przysuwając do głowy wadery.
- Co, niña, nie pasi ci mój słodki niczym syrop z gorczycy głos? ?Que pasa? A może to mój puszysty cola? Que, mi pequeña bola de fuego? - zapytał udawanie słodkim głosem, zbyt słodkim, aby mógł to mówić na serio. Jednocześnie przestąpił ostrożnie nad waderą, jedną przednią łapę stawiając z jednej strony Nany, a drugą obok jej drugiego boku. Pochylił się nad nią wionąc jej prosto w pysk oddechem kojarzącym się z powietrzem podczas burzy oraz trawą cytrynową. Niby nie było w tym zapachu nic niemiłego, ale tym bardziej to dezorientowało. Szczególnie iż widać było, że ubawiony Gari gra na całego, najbardziej lubując się w tym zniesmaczonym wyrazie pyska Nany.

niña - mała
?Que pasa? - Co się dzieje?
cola - ogon
?Que, mi pequeña bola de fuego? - Co, mój mały piorunie kulisty?
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 18:39:29 »

-To było pytanie retoryczne...- warknęła cichutko. Również zademonstrowała szereg kłów w cichutkim warknięciu.
Nana odwróciła wzrok widząc dziwne pozycje basiora. Bolały ją mięśnie gdy patrzyła na jego dziwne pozy.
Ciekawe zdanie- pomyślała. Leciutko położyła po sobie uszy nie chcą słyszeć śmiechu. Irytował ją i niepokoił jak sama osoba wilka.
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 16, 2017, 18:20:38 »

- Z czego? Nie jestem lekarzem, mi querida... - zachichotał przeciągle, wyginając przy tym łeb zupełnie do tyłu i niemal kładąc go na swoim grzbiecie, jakby nie miał kości. Mrugnął do Nany filuternie, wszystkie zęby jakie miał na stanie pokazując w całej okazałości. - Nie jestem lekarzem... - podjął, nie zmieniając z pozoru potwornie niewygodnej pozycji. - Ale to chyba fobia social, fobia społeczna, cariño... - tu znów rozległ się jego śmiech niczym demona z czeluści piekieł, spotęgowany do tego efektem, jakby dochodził z dna studni, z echem. Iskry przestały się sypać z jego pyska, tylko raz po raz jakiś niebieski ognik przeskakiwał pomiędzy jego nienaturalnie długimi kłami. Jeśli zaś chodziło o ogon, przynajmniej nim Nana nie musiała się narazie przejmować, gdyż leżał schludnie zwinięty wokół szczupłych łap Garetha, niczym uśpiony wąż.
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 22:56:20 »

Wadera westchnęła tylko i ponownie się położyła.
Największa cisza jest przed największą burzą. Przynajmniej tak mawiali w jej rodzinnych stronach.
Nie podobał jej się ten śmiech. Sprawiał że włos zaczynał się jeżyć. Machnęła nerwowo ogonem.
-Z czego miałabym się leczyć? - spytała nie spuszczając wzroku. Oczy zalśniły jej złotem i miały ciepły ale nieprzyjemny odcień.
Wydawałoby się że basior szuka raczej zwady, której ona wolałaby uniknąć. Nie chciała być trafiona ogonem ani tym bardziej złapana przez te kły. Wilk był od niej większy, wyższy a na pewno i silniejszy. Gdyby chciał mógłby bez problemu uderzyć ją łapą bądź ogonem i zrobić jej krzywdę.
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 22:37:27 »

- Wiesz, Niña, że to się leczy? - zachichotał Gareth, tym razem może nie tak demonicznie jak poprzednio, ale nic miłego w tym śmiechu nie było. Spojrzał na Nanę przez ramię, uśmiechając się szeroko, pęknięcia na jego pysku otworzyły się aż do uszu. Czuł, że Nana jest niespokojna, ale jeszcze to nie było to, co chciał osiągnąć. A czego chciał? Zmierzyć się z Nanowymi pnączami, którymi go straszyła przy ostatnim spotkaniu. Tak, ewidentnie, bardzo mu się ta moc u białej wadery spodobała, na tyle, że był gotów wyjść z potyczki nie do końca w jednym kawałku, byle tylko mógł zobaczyć Nanę w akcji. Właściwie po to zawsze innych wkurzał. I w 9 na 10 przypadków się udawało - choć nie zawsze Gari wychodził z tego cało, czuł się wygrany, gdyż ostatecznie udało mu się swoją ofiarę wkurzyć i zmusić ją, by otworzyła się przed nim, wyjawiła mu wszystko, co jej leży na wątrobie i jeszcze w dodatku pokazała mu swoją najsilniejszą moc. według Garetha - było warto.
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 22:27:53 »

Wzdrygnęła się lekko. Jego ogon był trochę straszny.
-Nie lubię gdy ktoś mnie dotyka...- mruknęła.
Basior był dziwny ale było w nim jednak coś wewnętrznie mówiło jej że można na nim polegać.
Jego ogon bardzo ją niepokoił i starała się na niego nie patrzeć. Czuła jak Dos wali drzwiami i oknami żeby się tylko wyrwać. Nie miała zamiaru na to pozwolić. Może Dos był denerwujący i okrutny ale nie życzyła mu zjedzenia przez Garetha.
Rozluźniła nieco mięśnie przyzwyczajając się do obecności drugiego wilka.
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 22:18:04 »

Widząc, że jego zabiegi niezbyt przynoszą jakiekolwiek rezultaty - a przynajmniej zbyt małe, niżby Gareth chciał - basior mlasnął, rozdziawiając szeroko pysk, a pomiędzy jego śnieżnobiałymi kłami przeskoczyły niebieskawe iskry. Gari dźwignął się na łapy i sekundę później siedział już tyłem do Nany, niby przy niej, ale zachowując jednak pewną odległość, aby wadera znów mu nie uciekła. Wtedy zgrabnie oplótł swoje łapy długim, gładkim ogonem.
- Ah, Niña, łamiesz mi serce. - odezwał się melodyjnym głosem, sprawiającym wrażenie, jakby udawał miłego, by następnie Nanę zjeść, gdy tylko odrobinę mu zaufa. - Próbuję podtrzymać tu konwersację, a ty mi uciekasz. Nieładnie, Niña, nieładnie. - zaśmiał się cicho, choć ten śmiech przyprawiał o dreszcze.
Wysłany przez: Nana
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 22:11:29 »

Zerwała się czując dotyk na grzbiecie. Mruknęła tylko.
Usiadła w miejscu gdzie leżała. Starała się nie zwracać na niego uwagi. Chowanie się w cieniu nic nie da. Cofanie w czasie tym bardziej... Basior swoim zachowaniem i próbami zwrócenia uwagi ją lekko irytował ale patrząc z drugiej strony... Miło jest od czasu do czasu pobyć w czyimś towarzystwie.
Wadera na samą myśl leciutko uśmiechnęła się pod nosem. Machnęła delikatnie ogonem.
Wysłany przez: Ian
« dnia: Czerwiec 15, 2017, 22:02:45 »

- Czymże jest jeden kwiatek... Kiedy codziennie upada tyle drzew? - Gari zaśmiał się przeciągle, ale cicho. Ni z tego, ni z owego machnął ogonem z taką siłą, że drzewo mające pecha stać zbyt blisko "brzegu" łąki zatrzęsło się od uderzenia po czym runęło na inne, prawie je łamiąc. Gareth tymczasem przekręcił się na bok, wyciągając daleko łapy, niby po to, by je rozprostować, a tak naprawdę aby dotknąć lekko końcami pazurów grzbietu Nany. Ot, tylko dlatego, że natychmiast zauważył, że odsunęła się od niego, nie chciała leżeć tak blisko. A Gareth, jak to Gareth, zaraz zwietrzył szansę ponownego powkurzania wadery. Może tym razem nie zdoła się powstrzymać i go zaatakuje...?
Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum
strefagier1 k5 dragonworld mexicanas biblia-ksiega-faktow